niedziela, 4 czerwca 2017

Dzieje się tyle ile jesteśmy w stanie unieść. 
Wydawało mi się, że złapałam wszystko za mordę i mam pełną kontrolę nad sobą. Jestem siłaczką właśnie w tych wszystkich kryzysach i niedoskonałościach, wtedy mam największą wiarę i wole walki. Nie jestem w stanie opisać ile razy wątpię w sens swojego życia, potykam się i nie umiem płakać, patrzę w lustro i widzę osobę, której nie lubię i nie umiem pokochać. 
Ostatnio mam taki czas, że nie umiem poradzić sobie z obecnością samej siebie, słuchaniem własnego głosu, swoich przemyśleń... Ciągle włącza mi się niezdrowy krytykant, który wytyka, opluwa wewnętrzne dziecko, zamiast je przytulić, otulić i wyjaśnić, że to wszystko minie i nie można brać do siebie tego, co mówi ta suka... Czekam, przeczekuje, mówię sobie, że wszystko co dobre znajdzie żyną glębę i zakorzeni się w spokoju. Jeśli ktoś mnie zapyta, jaką najcięższą pracę wykonywałam w swoim życiu, to zdecydowanie odpowiem, że pracę nad sobą. Nikt nie jest w stanie zobaczyć potęgi umysłu, zaburzeń, schematów, z których człowiek próbuje się wydostać, jeśli sam się kiedyś nie potknął i psychicznie nie uderzył gębą i beton, jeśli kiedyś sam nie stracił wszystkiego, a przede wszystkim siebie. Trudno jest wstać otrzepać się i zaleczać te wszystkie strupy. Ale wiecie co? Jestem cholernie uparta, jak się czegoś uprę, to nie ma silniejszych ode mnie, by mnie od tego odciągnąć, dlatego wiem, że niezależnie ile czasu poświęcę na to "wszystko", to nigdy nie będzie to czas stracony. Terapia przynosi takie rezultaty, że po prostu mówię WARTO o siebie się bić. 

6 komentarzy:

  1. Tak jak Ci już kiedyś tu pisałam - walka z własnymi zaburzeniami, złymi schematami, walka o akceptację siebie, to ta najtrudniejsza. Bo przecież my sami znamy się najlepiej, a więc potrafimy najdotkliwiej się zranić i niestety bardzo często to robimy - zamiast właśnie siebie pokochać. To jest właśnie najtrudniejsze, bo znasz siebie bardzo dokładnie. Nie uważasz, że to właśnie z tej nieumiejętności wynikają nasze tragedie? W dużym uproszczeniu, ale gdyby tak przestać odpychać to, co jest w nas złe, a zamiast tego rozpracowywać to, próbować rozumieć - byłoby chyba trochę łatwiej. Ludzie są różni. Albo nie widzą w sobie żadnych wad i idealizują własną osobę, albo wręcz przeciwnie - nieustannie siebie gnoją. Nauczyłaś się siebie nie lubić, więc "po prostu" trzeba teraz nauczyć się siebie kochać. Bardzo się cieszę, że się nie poddajesz, że walczysz, mimo własnych blokad.
    Przepraszam, że nie jestem w stanie napisać niczego składnego, pocieszającego... przeżywam teraz mały kryzys, muszę sama siebie poukładać, poukładać relacje z innymi... wróciłam na bloga, wejdź, jeśli masz ochotę: szklana-dusza.blogspot.com

    Spokoju Ci życzę. Cieszę się, że napisałaś, mam nadzieję, że znajdziesz gdzieś tam jednak te pozytywy dnia codziennego. Ściskam ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko, co przeżyliśmy, albo czego doswiadczylismy od dziecka kształtuje... Nie chce też wchodzić w szczegóły, ale to ze siebie nie lubię, to nauka przeszłości. Wciąż z tym włączę i staram się zmienić. I walczę dalej...
      Trzymaj się ciepło, po burzy zawsze wychodzi słońce i jego Ci teraz życzę.
      Na bloga wejdę na pewno, tylko muszę odpalić komputer. Ściskam Cię ciepło i dziękuje za komentarz i obecność.

      Usuń
    2. To też napisałam... :)

      Jak tam u Ciebie, jak się czujesz teraz?

      Usuń
    3. Dużo się dzieje... Serce się może kimś wypełni? Zobaczymy... Jest dobrze, lepiej. Zmagam się z demonami, ale czuję zupełnie coś innego niż kiedyś - Siebie. Ściskam :*

      Usuń
    4. Cieszę się, mam nadzieję, że jest tylko lepiej. Napiszesz coś?

      Usuń
    5. Witaj, nie bywam tutaj często jak widać... Chyba już nie czuję potrzeby pisania... Bywa bardzo różnie, ale staram się przezwyciężyć wszystkie trudności : *

      Usuń

Jeśli nie chcesz napisać tutaj,
mój mail w.introwersji@gmail.com